Edward Carey to brytyjski pisarz, autor dwóch wydanych do tej pory książek: "Observatory Mansion" oraz "Alva & Irva". W Polsce wydano tylko "Dom z Obserwatorium". Ponieważ książka sprzedawała się słabo, nie ma na razie planów, żeby wydać "Alvę & Irvę". A szkoda... Wielka szkoda. "Dom z Obserwatorium" to bodaj najbardziej innowacyjna książka, jaką przeczytałem w ostatnim czasie, może i w ciągu ostatnich kilku lat. Książka znakomita, zupełnie nieoczywista, nietypowa, opowiadająca o dziwakach zamieszkujących pewną kamienicę. Akcja rozpoczyna się w momencie, gdy wprowadza się nowa lokatorka, Anna Tap, burząc ustalony porządek mieszkańców, wnosząc powiew świeżości i odmieniając nawyki tej zamkniętej społeczności. O tym, jak wciągająca jest to powieść niech świadczy kilka faktów, które tu teraz przytoczę. Główny bohater, Francis Orme nosi białe rękawiczki i nigdy ich nie zdejmuje. W piwnicy kolekcjonuje przedmioty, które ukradł, a które są skrawkami życia innych. Jego Ojciec cały czas siedzi nieruchomo w czerwonym fotelu. Matka imaginuje mitycznego Kochanka. Claire Higg, sąsiadka, non stop ogląda telewizję, nie zauważając realiów i upływu czasu. Oprócz nich w kamienicy mieszka również Psiara, o której trudno powiedzieć czy jest bardziej suką, czy bardziej człowiekiem, oraz emerytowany nauczyciel, który roztacza wokół siebie tysiące zapachów i bezskutecznie poszukuje swojego przyjaciela, Chirona, mahoniowego liniału, służącego do bicia niegrzecznych uczniów... Popieprzone? No cóż, to dopiero początek, bo właśnie w tym miejscu cała historia się rozpoczyna i nabiera tempa... "Observatory Mansion" w polskim wydaniu jest również najbrzydszą książka, jaką od lat trzymałem w dłoniach. Ten, kto zaprojektował jej okładkę powinien pójść na długie lata do więzienia. Warto porównać ją z okładkami wydań obcojęzycznych, które wkleiłem powyżej. Polski wydawca (Zysk i S-ka) najwyraźniej uznał, że walory estetyczne tej książki nie są istotne. Jak bardzo się pomylił widać po wynikach sprzedaży. W Wielkiej Brytanii książka zrobiła furorę i doczekała się wielu wznowień. w Polsce zapewne żadnego wznowienia nie będzie. Smutne to tym bardziej, że Edward Carey sam jest ilustratorem, "Dom z Obserwatorium" zawiera kilka jego obrazków. Jest to zresztą książka tak bogata , tak malownicza, że "podsumowanie" jej paskudną i mega słabą okładką woła o pomstę do nieba. Ja sam o mało się przez to do książki zraziłem. Na szczęście, mimo tego, że grafika, część wierzchnia, oprawa zawsze były dla mnie ważne, szybko przystąpiłem do sedna, czyli do treści. I nie zawiodłem się. Unosi się nad tą fabułą duch Davida Lyncha. Wszystkim, którzy lubią takie klimaty polecam bez dwóch zdań.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książka. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 7 lutego 2010
Nie oceniać książki po okładce.
Edward Carey to brytyjski pisarz, autor dwóch wydanych do tej pory książek: "Observatory Mansion" oraz "Alva & Irva". W Polsce wydano tylko "Dom z Obserwatorium". Ponieważ książka sprzedawała się słabo, nie ma na razie planów, żeby wydać "Alvę & Irvę". A szkoda... Wielka szkoda. "Dom z Obserwatorium" to bodaj najbardziej innowacyjna książka, jaką przeczytałem w ostatnim czasie, może i w ciągu ostatnich kilku lat. Książka znakomita, zupełnie nieoczywista, nietypowa, opowiadająca o dziwakach zamieszkujących pewną kamienicę. Akcja rozpoczyna się w momencie, gdy wprowadza się nowa lokatorka, Anna Tap, burząc ustalony porządek mieszkańców, wnosząc powiew świeżości i odmieniając nawyki tej zamkniętej społeczności. O tym, jak wciągająca jest to powieść niech świadczy kilka faktów, które tu teraz przytoczę. Główny bohater, Francis Orme nosi białe rękawiczki i nigdy ich nie zdejmuje. W piwnicy kolekcjonuje przedmioty, które ukradł, a które są skrawkami życia innych. Jego Ojciec cały czas siedzi nieruchomo w czerwonym fotelu. Matka imaginuje mitycznego Kochanka. Claire Higg, sąsiadka, non stop ogląda telewizję, nie zauważając realiów i upływu czasu. Oprócz nich w kamienicy mieszka również Psiara, o której trudno powiedzieć czy jest bardziej suką, czy bardziej człowiekiem, oraz emerytowany nauczyciel, który roztacza wokół siebie tysiące zapachów i bezskutecznie poszukuje swojego przyjaciela, Chirona, mahoniowego liniału, służącego do bicia niegrzecznych uczniów... Popieprzone? No cóż, to dopiero początek, bo właśnie w tym miejscu cała historia się rozpoczyna i nabiera tempa... "Observatory Mansion" w polskim wydaniu jest również najbrzydszą książka, jaką od lat trzymałem w dłoniach. Ten, kto zaprojektował jej okładkę powinien pójść na długie lata do więzienia. Warto porównać ją z okładkami wydań obcojęzycznych, które wkleiłem powyżej. Polski wydawca (Zysk i S-ka) najwyraźniej uznał, że walory estetyczne tej książki nie są istotne. Jak bardzo się pomylił widać po wynikach sprzedaży. W Wielkiej Brytanii książka zrobiła furorę i doczekała się wielu wznowień. w Polsce zapewne żadnego wznowienia nie będzie. Smutne to tym bardziej, że Edward Carey sam jest ilustratorem, "Dom z Obserwatorium" zawiera kilka jego obrazków. Jest to zresztą książka tak bogata , tak malownicza, że "podsumowanie" jej paskudną i mega słabą okładką woła o pomstę do nieba. Ja sam o mało się przez to do książki zraziłem. Na szczęście, mimo tego, że grafika, część wierzchnia, oprawa zawsze były dla mnie ważne, szybko przystąpiłem do sedna, czyli do treści. I nie zawiodłem się. Unosi się nad tą fabułą duch Davida Lyncha. Wszystkim, którzy lubią takie klimaty polecam bez dwóch zdań.
sobota, 28 listopada 2009
Kotlet z wodsela.
Skończyłem właśnie czytać niesamowitą książkę, "Pod skórą" Michaela Fabera. Pochłonęła mnie bez reszty. Bo to jedna z tych książek, których nie można przestać czytać. Faber zwodzi czytelnika. W "Pod skórą" nic nie jest oczywiste, tajemnicę głównej bohaterki, jej tożsamość poznajemy bardzo powoli. Issarley jest kobietą w średnim wieku, która poluje na autostopowiczów. Dla większości z nich ta podróż będzie ostatnią. Issarley interesują tylko osobniki z rozwiniętą muskulaturą, tylko takich zabiera do swojej czerwonej toyoty corolli. Nic więcej o fabule powiedzieć mi nie wolno, bo pozbawiłbym was całej przyjemności czytania, a wierzę, że być może mój entuzjazm udzieli się komuś z Was. "Pod skórą" to majstersztyk. Zaczyna się jak klasyczny dreszczowiec, ale w trakcie lektury czytelnik zrozumie, że trzyma w rękach zupełnie inną książkę. Wraz z Issarley odkrywamy jej przeszłość, jej obawy, lęki, odwiedzamy miejsce jej zamieszkania, dowiadujemy się, dlaczego trudni się tak dziwnym zajęciem. W końcu na farmę, którą zamieszkuje przyjeżdża Amlis, syn szefa Korporacji Vessa, z którą Issarley jest mocno związana i karty zaczynają się odkrywać. To, co można sobie było w trakcie dotychczasowej lektury "zbudować" nagle runie jak domek z kart. Następuje "zmiana perspektywy" i powieść nabiera zupełnie innego sensu. Aż do końca trzymająca w napięciu "Pod skórą" jest moim trzecim już spotkaniem z Faberem. Spotkaniem, które zawsze wywołuje u mnie dreszcz emocji, chociaż za każdym razem są to inne emocje, bo też Faber nigdy się nie powtarza. Dlatego czytanie jego książek jest takie fajne, nigdy nie wiadomo co nam ostatecznie zaserwuje. Jeżeli chcecie wiedzieć, jak smakuje kotlet z wodsela, gdzie leżą Nowe Posiadłości i jakie skutki na człowieka wywiera żucie listków ikpatuy to koniecznie przeczytajcie tę powieść. Issarley pokaże Wam, jak dziwny jest nasz świat a z wizji tej bardzo trudno będzie się otrząsnąć...
Subskrybuj:
Posty (Atom)