Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michael Haneke. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michael Haneke. Pokaż wszystkie posty

piątek, 21 stycznia 2011

Kobiety na skraju.

Pamiętacie "Wstręt" Polańskiego, Carol Ledoux i jej umysł w stanie rozkładu? Pamiętacie duszną atmosferę tego filmu? Hipnotyczne, klaustrofobiczne ujęcia? A widzieliście "Pianistkę" Michaela Haneke? Erikę Kohut i jej sadomasochistyczne obsesje oraz chorą więź z Matką-Tyranem? Lubię oba te filmy, lubię wyraziste postacie skrzywionych kobiet, złamanych wewnętrznie, miotających się i walczących same z sobą...

Nina Sayers. Balerina, w jednym z najlepszych zespołów baletowych w Nowym Yorku. Zostaje poddana próbie. Być może dostanie rolę Królowej Łabędzi, w "The Swan Lake", ale czy będzie w stanie wcielić się w Czarnego Łabędzia? Czy udźwignie ciężar przemiany?

Aronofsky po raz kolejny robi to, co potrafi najlepiej - tworzy dosadne kino, łączy w jednym kotle różne gatunki, miesza je z sobą i wysmaża na koniec wysokokaloryczne danie. Kamera podąża za Niną niemal wszędzie, towarzyszy jej w każdej, nawet najbardziej błahej czynności. Ćwiczenia, ciągłe ćwiczenia, dążenie do perfekcji. Tylko tak można coś osiągnąć. Nina to wie. Ale czy do wszystkiego można dojść samemu nadludzkim wręcz wysiłkiem? Czy gdzieś nie przekroczy się granicy, której przekraczać się już nie powinno? Czy Nina wyrwie się wreszcie z klatki, w której zamknęła ją Matka? Czy opuści swój infantylny, różowy, pełen pluszowych miśków i króliczków pokój? Czy zmierzy się z Sobowtórem?

Carol u Polańskiego, dotknięta "wstrętem", panicznie bojąca się mężczyzn, dryfuje w stronę totalnego obłędu. Erika w "Pianistce" podcina sobie żyletką wargi sromowe, śni o kneblach, sznurach i rozkoszuje się bólem. Podobnie jak Carol dryfuje Nina. "Rozluźnij się" - mówi jej Nauczyciel, "popieść się, pobaw się sobą dziś wieczorem". Giętkie ciało baletnicy kontra spętana normami moralność. Czego boi się balerina? Mężczyzn, seksu, a może braku kontroli, zatracenia? Czemu jej atrybutami w "Czarnym Łabędziu" są pilnik, szminka i nożyczki? Jak blisko Ninie do Eriki?

"Czarny Łabędź" to doświadczenie kina w czystej postaci. Piękno teatralnego spektaklu, momentami wręcz doskonałe zespojenie obrazu z muzyką, świetna praca kamery, wirującej w tańcu, razem z Niną. Dreszczowiec, czarna baśń i horror łączą się z sobą, tworząc rewelacyjne widowisko. Im bliżej finału, tym robi się duszniej, mroczniej. Ostatnie sceny pokazują jak daleką drogę przeszła anorektyczna Natalie Portman. Jak wiele wysiłku musiało ją kosztować zmierzenie się z tą rolą. Rolą na miarę Oscara?
"Czarny Łabędź" to film dosadny i mocny, trzymający w napięciu, niepokojący, do obejrzenia kilkukrotnie, bo najlepsze smaczki nie są widoczne od razu, a refleksja nie przychodzi natychmiast. Film totalny?


Carol Ledoux, Erika Kohut, Nina Sayers. Trzy siostry. Trzy oblicza szaleństwa. Czy odważysz się zmierzyć z nimi wszystkimi?

sobota, 5 grudnia 2009

Jądro ciemności.

Kompletnie nie rozumiem jak film, który zdobywa główną nagrodę w Cannes, dzieło jednego z najwybitniejszych obecnie reżyserów europejskich, Michaela Haneke, może mieć w Polsce tak ograniczoną dystrybucję. W Gdańsku nie można go zobaczyć nigdzie, przypuszczam, że w innych miastach jest podobnie. Inaczej jest, wiadomo, w stolicy. Dlatego będąc wczoraj w Warszawie nie mogłem nie pójść na "Białą wstążkę" do kina. Zobaczyłem zatem i jestem głęboko poruszony, wstrząśnięty, oszołomiony. Haneke to mistrz. Każdy jego film jest dla mnie mega wydarzeniem. Z "Białą wstążką" nie jest inaczej. To surowy dramat, trochę w stylu filmów Bergmana, ale też bardzo w stylu starego Haneke. To bezlitosna analiza, ale tez niezwykle ciekawa historia, rozwijająca się bardzo powoli, opowiadana ze szczegółami, z wyczuciem, punktowana w odpowiednich momentach, doskonale budująca napięcie. Historia małej wioski, w której zaczyna dochodzić do dziwnych, niepokojących zdarzeń. Ktoś rozciąga pomiędzy drzewami linkę, o którą przewraca się doktor łamiąc sobie obojczyk, ktoś porywa i biczuje rózgami syna Barona, ktoś wreszcie w okrutny sposób okalecza niepełnosprawnego synka Akuszerki. Spirala przemocy zaczyna się nakręcać, sprawcy jednak jak to w filmach Hanekego już bywało, nie znamy. Domyślamy się oczywiście, kto za tym stoi, ale to nie odkrycie zagadki jest tu najważniejsze. Nie ma też w tym filmie obrazów okrucieństwa, Haneke ucieka od pokazywania przemocy, skupia się na jej skutkach. Zza kadru historię opowiada nam nauczyciel, który domyśla się sprawcy, ale niewiele z tą wiedzą robi. Jedyną osobą, która podsumowuje to, co się dzieje, która rozpoznaje rzeczywistość jest Baronowa. Chce uciec z wioski, bo boi się tego, co ją otacza. Atmosfera w "Białej wstążce" gęstnieje z minuty na minutę. Gdy w końcu Haneke osadza historię w czasie, gdy dowiadujemy się, że właśnie wybuchła I wojna światowa, jasne staje się, co tak naprawdę Haneke chce powiedzieć... Przeczytałem gdzieś taką myśl, która bardzo mi się podoba, że filmy Hanekego zasiewają w głowie ziarno, które potem się rozwija i widz po pewnym czasie dochodzi wreszcie do sedna. Musi minąć jednak zawsze trochę czasu, żeby ten ciąg obrazów dobrze przetrawić. Tak więc "Biała wstążka" wciąż pączkuje w mojej głowie. Myślę sobie, że ten film jest piekielnie dobrze skonstruowany, precyzyjny wręcz jak chirurgiczne cięcie. Nie polecam go osobom lubiącym łatwą rozrywkę w multipleksach. Trwająca 2 i pół godziny wyprawa w świat Hanekego może oczyścić i sprawić, że na pewne rzeczy spojrzy się z zupełnie innej perspektywy. Może też przerazić celnością swoich obserwacji. Bo to wyprawa do samego jądra ciemności.

P.S. Piszę tego posta w pociągu, wracając z Warszawy. Jestem zmęczony, do tego na kacu. A w głowie wciąż kołatają mi się obrazy z wczorajszego seansu. To świadczy o sile "Białej wstążki", bo ten film nie daje o sobie zapomnieć...