Pokazywanie postów oznaczonych etykietą James Blake. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą James Blake. Pokaż wszystkie posty

piątek, 4 lutego 2011

Bokeh i fraktale.

All that I know is I'm fallin', fallin', fallin', fallin' słyszałem wybudzając się ze snu. Spadałem, spadałem i spadałem. Aż dobrnąłem wreszcie do brzegu namacalnej i twardej rzeczywistości. A w tej sennej otchłani tyle było przecież dźwięków, które teraz ucho stara się jeszcze wyłowić. Takie sny miewa się rzadko. Sny polaroidowe, nasycone trudnymi do zdefiniowania barwami. Pełne niemożliwych do zdefiniowania pogłosów, rozmazane jak bokeh.

Bokeh jest zjawiskiem w fotografii, które charakteryzuje wszystko to, co dzieje się z fotografowanymi obiektami poza głębią ostrości. Kiedy główny obiekt pozostaje ostry, to co w tle rozmywa się i staje się niewyraźne. Można mówić o bokeh również w kontekście muzyki. W tym wypadku bokeh to "zamazywanie granic między gatunkami"."Mind Bokeh" - taki tytuł będzie nosić nowa płyta Bibio, na którą już teraz czekam z wypiekami na twarzy. Od momentu, kiedy po raz pierwszy usłyszałem album sampler, wiedziałem że to muzyka stworzona dla mnie. Dziś, kiedy wysłuchałem pierwszego pełnego singla (EXCUSES), poczułem to jeszcze silniej.



Mówić o muzyce wykorzystując do tego zjawiska z innych, zupełnie z nią nie związanych dziedzin - interesująca sprawa. W bokeh kolory i kształty układają się często w pewne powtarzalne motywy, serie. Fraktale? Prawda, że jest coś pociągającego i tajemniczego w bokeh? W tym nieostrym tle i wyłanianiu się z niego kształtów? W tej ferii rozmazanych barw? Prawda, że jest coś niesamowitego we fraktalach? W powtarzalności motywów, których do końca nie da się scharakteryzować? Bokeh i fraktale są dla mnie również zjawiskami jak najbardziej filmowymi, surrealistycznymi, z pogranicza jawy i snu. Czy nie miewacie tak czasem w snach właśnie, albo wtedy kiedy się wybudzacie i zostajecie skonfrontowani z na wpół jeszcze realną codziennością?



Oto ciekawy przykład muzycznego bokeh. James Blake w "Wilhelms Scream" wyłania się z muzycznej otchłani. Na pierwszym planie pozostaje jego głos. To co dzieje się w tle, jest rozmyte, stłumione i przybiera bliżej nieokreślone kształty.



I na koniec jeszcze ciekawostka. O fraktalach mówi się często w kontekście muzyki elektronicznej, jako o powtarzalnych w nieskończoność motywach, z których zbudowane są całe utwory. Wykorzystanie z kolei muzyki elektronicznej do zobrazowania fraktali można zobaczyć w grze FRACT, gdzie zestawienie analogowych brzmień syntezatorów, ambientu i połamanych bitów z konfiguracjami powtarzających się kształtów dało piorunujący efekt. Zobaczcie zresztą sami. FRACT można pobrać za darmo ze strony producenta. Tylko uwaga! Możesz się od tego uzależnić.

czwartek, 21 października 2010

You remind me of gold...

Jesień w pełni. I choć za oknami brzydko i mokro i wszyscy znajomi blogerzy na swych blogach psioczą na aurę, to ja się w skrytości ducha jednak trochę cieszę, bo ta jesień, jak zresztą każda jesień, przynosi z sobą, wśród tych opadających liści i hektolitrów wody, lejącej się z nieba, strumienie przezajebistej muzy. I o tej muzie chciałbym tu słów kilka. Wydaje mi się bowiem, że oto w zeszłym tygodniu ukazały się dwie płyty-perły, wytyczające nowe muzyczne kierunki, przodowniczki, o których będzie się mówić jeszcze długo i tłusto... Obie są dla mnie ogromnym pozytywnym zaskoczeniem, obie pretendować będzie zapewne w muzycznych zestawieniach AD 2010 do miana płyty roku...

Najpierw będzie młody-zdolny John Roberts, autor czterech doskonałych EPek, z których mnie najbardziej rozwaliła zeszłoroczna "Mirror". Kawałek "Pruned" z niej pochodzący, który wklejam poniżej, właściwie nie schodzi z mojej playerowej playlisty i na szczęście znalazł się także na albumie "Glass Eights", wydanym właśnie dla DIAL.

John Roberts - Pruned from HOMIE J on Vimeo.



"Glass Eights" to niesamowity, oszczędny, wspaniale wyprodukowany house dla wrażliwców. Dziwne to określenie, wiem, ale muzykę Robertsa nie da się łatwo określić i zdefiniować. I chwała mu za to. To właściwie płyta na jaką czekałem. Głęboka, emocjonalna, ale także smutna... Zbudowana z sampli i żywych instrumentów, niedająca się łatwo zdefiniować, muzyczna podróż, której największymi atutami jest spójność. Słucha się "Glass Eights" jednym tchem, żaden utwór się specjalnie nie wyróżnia, wszystkie natomiast doskonale do siebie pasują, co przywraca mi wiarę w nośnik, jakim jest płyta długogrająca. Duże wydarzenie. Po tegorocznym albumie Efdemina, kolejny świetny strzał DIALa.

Jeszcze większą niespodzianką jest dla mnie płyta Darkstar, "North", które całkowicie zmienia kierunek muzyczny i z rejonów okołodubstepowych wędruje w okolice synth popu. To bardzo zaskakująca metamorfoza, tym bardziej ciekawa, że Darkstar, w przeciągu tego roku zaledwie, zmienił się z duetu, który pamiętamy ze świetnego "Aidy's Girl Is A Computer", w trio, z regularnym wokalistą w składzie. Płyta to przedziwna, nawiązująca do lat 80-siątych, ale w sposób, którego się nie spodziewałem. Słychać wpływy The Human League, OMD, Kraftwerku, ale wszystko to jest przefiltrowane przez dubstepową wrażliwość, co sprawia, że te piosenki (dziwne określenie zważywszy, że wydawcą albumu jest Hyperdub) są mega nowoczesne i brzmią niezwykle świeżo. To doskonała muzyka na jesień bo znowu jest smutno, czasami trochę patetycznie, ale to w ogóle nie przeszkadza w odbiorze. Bo słuchając tej muzyki czujesz, że właśnie doświadczasz czegoś pięknego... Zastanawiam się co mnie tak urzekło, czy te synth popowe wycieczki, czy głos wokalisty, czy po prostu melodie? A może połączenie tych wszystkich składników? Ta najbardziej popowa płyta w katalogu Hyperdub rozwaliła mnie doszczętnie, z czego się cieszę, jak głupi do sera. Mocna rekomendacja!



I tu docieramy do jeszcze jednego objawienia, o którym muszę choćby wspomnieć. Pisał o nim ostatnio Groh z Junoumi. To James Blake, genialny 21-letni producent z Wysp, autor kilku zajebistych EPek, (szczególnie polecam tą ostatnią, "Klavierwerke" ). Ponieważ nie chcę się powtarzać, bo wyczerpująco zajął się nim Groh, a wy możecie się tam przeklikać, powiem tylko, że Pan Blake szykuje chyba równie szokującą stylistycznie woltę, co Darkstar, bo właśnie ukazał się pierwszy kawałek, będący przedsmakiem całej płyty, zaplanowanej na początek 2011 roku. I tak, jak w przypadku "Gold" Darkstara jest to również cover, tyle że Blake zajął się utworem Feist "Limit to your love". Jego wykonanie każe mi sądzić, że mamy do czynienia z kimś wyjątkowym, kto w przyszłym roku może porządnie zamieszać w muzycznym światku. Szykujcie się! Nadchodzi nowe pokolenie.