piątek, 8 maja 2009

Smoke the monsters out.

Jeśli już o Audioriver mowa, to jeden z moich faworytów ubiegłorocznej edycji Damian Lazarus wydał właśnie świetną płytę "Smoke the monters out". Nie jest to taneczna bomba, jak mogłoby się wydawać po tym, co Damian wydawał do tej pory, również po tym, co zaprezentował na Audioriver. "Smoke the monsters..." jest trochę jak jej okładka. Bajkowa. To podróż do krainy dziecięcej wyobraźni. Muzyka Alicji z Krainy Czarów. Wielowątkowa. Bogata wokalnie. Egzystująca na kilku płaszczyznach. Raczej mroczna bo dzieciństwo nie jest łatwe i przyjemne. Przynajmniej dla niektórych... Momentami robi się przyjaźniej i w dźwiękach słychać więcej światła, jak w singlowym "Neverending", który wklejam poniżej. Ostrzegam jednak, że ten track nie oddaje wcale klimatu płyty. Ja wyczuwam na "Smoke the monsters out" niepokój, obawę przed ciemnością, strach i dziecięcą ciekawość, która pozwala doznawać nowego. Warto się w tej muzyce zanurzyć. I popłynąć... Może odkryjecie coś innego niż ja. Przecież najsmaczniejsze torty mają to do siebie, że można w nich odnaleźć nie lada smakołyki.

Intro to Damian Lazarus set from Marko Perendija on Vimeo.



Damian Lazarus - Neverending from David Terranova on Vimeo.

Bohater dnia.

Z dumą prezentuję mojego nowego przyjaciela. Oto bilet. Bilet niezwykły, audytywny. Bilet na Audioriver 2009. Cały karnet - nie drogi - kosztował mnie zaledwie 40 zł. A ile radości... James Holden, Chase & Status ft. MC Rage, Crazy P, Gui Boratto, Ulrich Schnauss, My My, Ritchie Hawtin, Dirtyphonics, Mitshabishi, Moderat, Daniel Bell, Radio Slave, Ewan Pearson, Efdemin, The Mole, Caspa & Rusko, The Whip oraz Telefon Tel Aviv. Większość z zaproszonych zagra live'a. Ponoć z noclegiem jest ciężko, ale jakoś mnie to nie martwi. Wierzę, że jak w latach ubiegłych wszystko się samo zgra i będzie cacy. W najgorszym wypadku bierzemy namiot. Muzyka jest przecież najważniejsza:) Sierpień będzie gorący. Już zacieram ręce...

czwartek, 7 maja 2009

Setsa.

Ame wraca z nową Epką na Innervisions, sublabelu Sonar Kollektiv, zalożonym przez Dixona w 2005 roku. "Setsa" to już 22 odsłona projektu. Co tu znajdziemy? Dwa bardzo klawe kawałki - tytułowy oraz "Ensor". Wydaje się, ze będzie hicior, bo po kilkukrotnym przesłuchaniu "Setsa" mocno siedzi we łbie i wyjść z niego nie chce. A podobnie było z "Rej" w 2006. Tylko, kto to jeszcze pamięta? Dla spragnienionych nowości wrzucam swieżutką "Setsę". Dla tych co lubią starocie, załączam "Rej". Miłego!




Ame - Setsa



wtorek, 5 maja 2009

Lista przebojów.

Ponieważ ostatnio było trochę więcej o miejscach, a mniej o muzie, czuję się w obowiązku nadrobić zaległości. Czas na krótki przegląd tego, co mnie kręci i co mi w głowie gra. Na początek Minilogue. Mój ulubiony kawałek z ich ostatniej płyty został wydany na 12'' w trzech doskonałych remixach. Właściwie trudno wybrać najlepszy. Wklejam ten od Beat Pharmacy, ze względu na głęboki szacun jakim darzę tego Pana. Za konsekwencję, dojrzałość i płytę "Wikkied times".



Jako drugi Tony Lionni. Nowa postać. Zaledwie kilka EPek na koncie. Ale za to jakich!
Pokłony zarówno za poniższy "Found a place", które można znaleźć na trzeciej już odsłonie Berghainu, jak i za ostatni asfalt "Sundance". Miód!



Jako trzeci Marcin Czubala. Jeden z najfajniejszych housowych kawałków tej wiosny.
Nogi same tańczą. Codziennie przynajmniej jeden odsłuch i jest dobrze:)



I na końcu kolaboracja. Burial & Four Tet! Ponieważ obu bardzo lubię, liczyłem na wiele. Dziś usłyszałem po raz pierwszy i zakochałem się bez pamięci. Na kolana! Na pysk! Na co chcecie. Byle nisko.

Miminka.

Jedna z fajniejszych miejscówek w Pradze. Wieża radiowo-telewizyjna na Ziżkowie. I instalacja Davida Czernego "Miminka". Dzieci wspinające się na szczyt(?) Absolutny kwas. Lubimy takie cudeńka!









Zizkov.

Mieliśmy wypożyczyć rowery i zwiedzać, ale nie wypożyczyliśmy. Mieliśmy zobaczyć Josefów, ale nie zobaczyliśmy. Mieliśmy popływać łódką po Wełtawie, ale nie popływaliśmy. Bo odkryliśmy Zizkov, dzielnię trochę z innej bajki. Tak oto Praga pokazała się zupełnie innej strony i odkryła przede mną skrywane dotąd oblicze. Wkrótce zamieszczę foty, żeby zobrazować to, o czy teraz tylko napominam. Standardowo było też oczywiście znakomite piwo, wysokokaloryczny smażony syr z hranolkami i "bramburowa holka" czyli dziewczynka z ziemniakami. Był oczywiście absynt - ponoć nie podrabiany, tylko ten prawdziwy, na piołunie pędzony. Było też dużo pozytywnej energii, leżenia na trawie i nicnierobienia. Jednym słowem: fajnie było!!! Szkoda, że się skończyło:(