Są takie płyty, do których bardzo lubię wracać. W ten weekend nadarzyła się okazja do takich muzycznych powrotów. Otóż, na czas podróży do Warszawy wymyśliliśmy sobie z Nastee'm, że zabierzemy do słuchania same stare, oldschoolowe płyty sprzed kilku, dobrych lat. I tak w odtwarzaczu lądowały: pierwsza płyta Chemical Brothers "Exit Planet Dust", Armand Van Helden i jego "2Future4U", Stereo Mc's z "Connected", Jamiroquai'a "Travelling without moving", Jay Z z "Bluprint", muzyka do filmu "Trainspotting", a nawet stare housowe składanki, z końca lat 90-siątych, z francuskimi brzmieniami, np. Les Rhythmes Digitales. Były sety Simca! i Deekid'a, odkopane z ich lat niemalże niemowlęcych. Była też płyta, o której teraz chciałbym słów kilka - "We love music" International Pony (w skład tego kosmicznego tria wchodzą Dj Koze, Erobique i Cosmic Dj), nagrana dla Skint w 2002 roku, czyli mająca już 7 lat. Kupiłem to cacko w Holandii, na jakiejś lokalnej wyprzedaży, kompletnie nie mając pojęcia, co to za muzyka. Pamiętam, że spodobała mi się okładka. Pomyślałem sobie wtedy, że jeśli ktoś sygnuje płyty takim obrazkiem, musi być fajnie i pozytywnie pokręcony. I miałem rację. Do tej pory, zawsze jak wracam do "We love music" - mam uśmiech na twarzy. Melanż popowych melodii, minimal housowych trzasków i bitów, hip hopowego groove, electro wokaliz i soulowych zaśpiewów, skompilowany w formę 60-minutowej audycji radiowej jest ponadczasowy i opiera się wszelkim modom. To po prostu dobra płyta, z fajnym klimatem, którą mogliby też nagrać np. Beastie Boys, gdyby zechcieli kiedyś, jeszcze bardziej niż na "Hello Nasty", poflirtować z elektroniką. Dla zachęty video do jednego z tracków. Jeśli kogoś uwiedzie, to cała płyta do ściągnięcia tu.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dj Koze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dj Koze. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 7 września 2009
We love music.
Są takie płyty, do których bardzo lubię wracać. W ten weekend nadarzyła się okazja do takich muzycznych powrotów. Otóż, na czas podróży do Warszawy wymyśliliśmy sobie z Nastee'm, że zabierzemy do słuchania same stare, oldschoolowe płyty sprzed kilku, dobrych lat. I tak w odtwarzaczu lądowały: pierwsza płyta Chemical Brothers "Exit Planet Dust", Armand Van Helden i jego "2Future4U", Stereo Mc's z "Connected", Jamiroquai'a "Travelling without moving", Jay Z z "Bluprint", muzyka do filmu "Trainspotting", a nawet stare housowe składanki, z końca lat 90-siątych, z francuskimi brzmieniami, np. Les Rhythmes Digitales. Były sety Simca! i Deekid'a, odkopane z ich lat niemalże niemowlęcych. Była też płyta, o której teraz chciałbym słów kilka - "We love music" International Pony (w skład tego kosmicznego tria wchodzą Dj Koze, Erobique i Cosmic Dj), nagrana dla Skint w 2002 roku, czyli mająca już 7 lat. Kupiłem to cacko w Holandii, na jakiejś lokalnej wyprzedaży, kompletnie nie mając pojęcia, co to za muzyka. Pamiętam, że spodobała mi się okładka. Pomyślałem sobie wtedy, że jeśli ktoś sygnuje płyty takim obrazkiem, musi być fajnie i pozytywnie pokręcony. I miałem rację. Do tej pory, zawsze jak wracam do "We love music" - mam uśmiech na twarzy. Melanż popowych melodii, minimal housowych trzasków i bitów, hip hopowego groove, electro wokaliz i soulowych zaśpiewów, skompilowany w formę 60-minutowej audycji radiowej jest ponadczasowy i opiera się wszelkim modom. To po prostu dobra płyta, z fajnym klimatem, którą mogliby też nagrać np. Beastie Boys, gdyby zechcieli kiedyś, jeszcze bardziej niż na "Hello Nasty", poflirtować z elektroniką. Dla zachęty video do jednego z tracków. Jeśli kogoś uwiedzie, to cała płyta do ściągnięcia tu. czwartek, 20 sierpnia 2009
Kompaktowe kropki.
Co roku w połowie sierpnia trafia w moje uszy melancholijne techno z Kompaktu w postaci składanki "Total". W tym roku to już okrągła, dziesiąta rocznica. Dobry czas na małe podsumowanie. Wszystko zaczęło się około 12 lat temu, gdy w Europie królował acid i zdecydowanie mocniejsze brzmienia. Wówczas to muzycy, skupieni wokół Studio 1: Wolfgang Voigt, Michael Mayer oraz Jürgen Paape założyli wytwórnię i sklep płytowy Kompakt. Kto by pomyślał, że będzie to wylęgarnia tylu młodych talentów, kolebka nowoczesnego minimalu i tak zwanego "Cologne Sound"...Przez te 10 lat Kompakt nie przestawał mnie zadziwiać. Najpierw był Michael Mayer i jego znakomity set "IMMER". Potem nieodżałowane Closer Musik z doskonałą czarną płytą "After Love".
Closer Musik - Maria(from "Total 4")
Następni w kolejce: The MFA (czy ktoś ich jeszcze pamięta i czy ktoś wie, co się z nimi stało?).
The MFA - The Difference It Makes (from "Total 6")
Oraz wierni wytwórni od samego początku: Superpitcher, Jurgen Pappe, Gui Boratto, Justus Kohncke. I przyjaciele, nagrywający równolegle gdzie indziej, jednak do Kompaktu zawsze powracający: Dj Koze czy Ada.
W tym roku "Total 10" jest równie dobry, co w latach poprzednich. Moi faworyci to Matias Aguayo i jego "Walter Neff", Dj Koze z "40 Love", Ada & Raz Ohara z "Lovestoned", Sam Taylor-Wood z "I'm love with a German Film Star" w remiksie Gui Boratto oraz debiutanci Georg Conrad & Marius Bubat aka Coma z kawałkiem "Sum"...
Oby "kropki" cieszyły mnie jeszcze przez następną dekadę...
wtorek, 26 maja 2009
wtorek, 28 kwietnia 2009
Guinea Pig.
Dj Koze. Midas! Właściwie wszystko czego się dotknie zamienia się w złoto. Jego własne tracki, takie jak "Let's love" to moje ubiegłoroczne faworyty. Remixy dla innych artystów, których dokonał windują ich utwory o klasę wyżej. "Mango" Saschy Funke, czy choćby "Minimal" Matiasa Aguayo nabierają zupełnie nowego kształtu i stają się... jakby to powiedzieć, szlachetniejsze. Po doskonałym albumie "Reinterpretations", którym jestem zachwycony do teraz, przyszedł czas na nowe olśnienie. Remix dla Bena Watta - "Guinea Pig", taki sobie kawalek, Koze zamienił w mistrzostwo świata. Kto nie wierzy, niech posłucha. A ja się rozpływam...
Subskrybuj:
Posty (Atom)