W jednej z recenzji nowego filmu Almodovara, "Przerwane objęcia" znalazłem ciekawe spostrzeżenie, że reżyser ten wypracował sobie tak charakterystyczny, tak łatwo już rozpoznawalny styl, iż należałoby go nazwać "almodramą", odrębnym gatunkiem filmowym, zarezerwowanym jedynie dla hiszpańskiego mistrza. Niewiele mam do powiedzenia o "Przerwanych objęciach", bo powiedziano już o tym filmie za dużo. Kolejny raz jestem zauroczony Penelope Cruz, i choć czuć, że Almodovar się starzeje ("Przerwane objęcia" wydają się bardziej stonowane i mniej buntownicze) to wciąż z jego filmu emanuje jakaś magia. Piękne ujęcia, wysmakowane kadry, niesamowita muzyka. Tym razem Almodovar opowiada o swojej najważniejszej namiętności, o kinie. I choć fabuła wydaje się nieskomplikowana, niczemu to nie przeszkadza. Bo w "Przerwanych objęciach", jak w wielu pozostałych filmach Mistrza, najważniejsze są emocje. Niektórym nowy film Almodovara może się wydać letni, ja odkrywam jego sensy powoli, pomiędzy scenami i słowami. I w kilka dni po seansie wciąż myślę o bohaterach. A to dla mnie oczywisty znak, że obejrzałem film ważny, który coś we mnie pozostawił...
środa, 30 września 2009
Szumy, zlepy, ciągi.
Na koniec miesiąca proponuję trochę dziwnych, acz pięknych dźwięków. Będzie raczej kanapowo i sennie. Niesamowicie. Mocno przestrzennie. Na początek Brendon Moeller z kawałkiem "Wondering" (z EPki "Escape").

Druga propozycja to spowiedź ("Confesion") Krwawej Mary. Grzesznica wyznaje Wam swoje grzechy. Utwór pochodzi z doskonałego albumu "Black Pearl".

Jako trzeci, John Daly z kawałkiem "Monsoon" z albumu "Sea and Sky". Miękko. Kosmicznie?

Teraz kolej na Luciano, który spłaca trybut Słońcu. "Hang for Bruno" to zdecydowanie jeden z najlepszych tracków z jego ostatniego albumu.

Czas na "Panic Striken", mój ulubiony kawałek z albumu "Studio 10" Mathiasa Kadena. Na wokalu Ian Simmonds.

I na koniec, czarna perła, najpiękniejsza w całym zestawie. Floating Poinst z kawałkiem "Truly". Bajka na dobranoc.


Druga propozycja to spowiedź ("Confesion") Krwawej Mary. Grzesznica wyznaje Wam swoje grzechy. Utwór pochodzi z doskonałego albumu "Black Pearl".

Jako trzeci, John Daly z kawałkiem "Monsoon" z albumu "Sea and Sky". Miękko. Kosmicznie?

Teraz kolej na Luciano, który spłaca trybut Słońcu. "Hang for Bruno" to zdecydowanie jeden z najlepszych tracków z jego ostatniego albumu.

Czas na "Panic Striken", mój ulubiony kawałek z albumu "Studio 10" Mathiasa Kadena. Na wokalu Ian Simmonds.

I na koniec, czarna perła, najpiękniejsza w całym zestawie. Floating Poinst z kawałkiem "Truly". Bajka na dobranoc.

niedziela, 27 września 2009
Gdzie mieszkają dzikie stwory?
Oto najbardziej oczekiwana przeze mnie premiera kinowa tej jesieni. Nowy film Spike Jonze'a, reżysera "Być jak John Malkovich", "Adaptacji", oraz niezapominanych teledysków takich wykonawców, jak Beastie Boys, The Chemical Brothers, czy Bjork. Premiera w Stanach: 16 października, w Polsce 27 listopada 2009. Tytuł oryginalny: "Where the wild things are". Tłumaczenie polskie: "Gdzie mieszkają dzikie stwory?". Film powstał na motywach popularnej w Stanach książki dla dzieci Maurica Sendaka, w Polsce kompletnie nieznanej. Kampania promocyjna filmu już nabiera tempa. Poniżej trailer:
A tu plakaty promocyjne z tytułowymi potworami:

Zapowiada się naprawdę magiczne filmowe wydarzenie!
A tu plakaty promocyjne z tytułowymi potworami:

Zapowiada się naprawdę magiczne filmowe wydarzenie!
sobota, 26 września 2009
Let's go pop.
Pop (według Wikipedii): "ogólnie muzyka popularna – termin ten jest jednak wieloznaczny. W najszerszym sensie muzyka pop jest po prostu każdym rodzajem muzyki rozrywkowej, niezależnie od jej charakteru. W węższym zakresie popem nazywa się bardziej "miękki" i nastawiony na masowego odbiorcę odłam muzyki rockowej, charakteryzujący się prostotą, melodyjnością i szerszym niż w klasycznej muzyce rockowej użyciem syntezatorów i studyjnych technik nagraniowych. Często style popowe są "łagodniejszymi" odmianami pierwotnych stylów wyrosłych z różnych odmian muzyki rozrywkowej (nie tylko rockowej), lub kombinacjami tych odmian tak zestawianymi, aby usunąć brzmienia nie tolerowane w danym momencie przez większość potencjalnych słuchaczy, oraz aby zachować brzmienia, które są aktualnie modne."
Dyskutowałem ostatnio z M., o tym, co nazywamy myzyką popową, oraz jak pop się zmienia. Przecież, jeśli przyjąć, że królem popu był Michael Jackson, to muzyka, która robił, nie była banalna, nie schlebiała gustom publiczności i nie była pozbawiona głębszych refleksji. A tak zwykło się w Polsce "pop" kojarzyć. Popowe uchodzi u nas za popularne, adresowane do masowego odbiorcy, mające podobać się szerokiej widowni. A co w takim razie z takimi podgatunkami popu, jak avant pop, synthpop, czy electro pop? Czy dzisiaj popowe może być to, co jeszcze dekadę temu uchodziło za awangardowe i niszowe? Żyjemy w czasach, w których mieli się wszystko w jednym kotle. Dobrze wyprodukowany pop również korzysta z tego, co w ciągu ostatniego 10-lecia powstało w rożnych gatunkach muzycznych i czerpie z tego pełnymi garściami. Przykładem na to są wydane w tym roku płyty Miike Snow'a , Zoot Woman, 2020 Soundsystem, Lusine, a nawet Simian Mobile Disco. Ich nowa płyta "Temporary pleasure", być może dzięki udziałowi wielu, znanych wokalistów, takich jak Beth Ditto z The Gossip, czy Alexis Taylor z Hot Chip, brzmi o wiele łagodniej, niż jej poprzedniczka z 2007 roku. Zbiega się to w czasie również z powrotem na scenę wielu gwiazdek nurtu electro, których szczyt popularności przypadał na lata 2001-2003. W tym roku przypomnieli o sobie np. Tiga i Peaches. Oboje zaproponowali dużo łagodniejsze brzmienie, przybierające formę wręcz standardowej, "popowej" piosenki, co szczególnie dziwi u Peaches, znanej przecież z muzycznych ekscesów, buntowniczości, zadziorności i punkowo-elektronicznego brudu. Wydaje mi się, że w wielu muzycznych podsumowaniach roku 2009 dużo uwagi będzie się skupiać na złagodzeniu brzmienia niektórych twórców muzyki elektronicznej. Nie uważam wcale, żeby to było złe. Co więcej, nowa płyta Lusine, podoba mi się tak bardzo, że mogę ją śmiało typować do moich tegorocznych faworytów. Nowa płyta Zoot Woman również całkiem daje radę, Simian Mobile Disco także. Tu nie ma obciachu, jest ciągle bardzo wysoki poziom. Żeby nie być gołosłownym, załączam dwa obrazki muzyczne, do "Memory", nowego kawałka Zoot Woman oraz do "Two dots" Lusine. Miłego słuchania!
Dyskutowałem ostatnio z M., o tym, co nazywamy myzyką popową, oraz jak pop się zmienia. Przecież, jeśli przyjąć, że królem popu był Michael Jackson, to muzyka, która robił, nie była banalna, nie schlebiała gustom publiczności i nie była pozbawiona głębszych refleksji. A tak zwykło się w Polsce "pop" kojarzyć. Popowe uchodzi u nas za popularne, adresowane do masowego odbiorcy, mające podobać się szerokiej widowni. A co w takim razie z takimi podgatunkami popu, jak avant pop, synthpop, czy electro pop? Czy dzisiaj popowe może być to, co jeszcze dekadę temu uchodziło za awangardowe i niszowe? Żyjemy w czasach, w których mieli się wszystko w jednym kotle. Dobrze wyprodukowany pop również korzysta z tego, co w ciągu ostatniego 10-lecia powstało w rożnych gatunkach muzycznych i czerpie z tego pełnymi garściami. Przykładem na to są wydane w tym roku płyty Miike Snow'a , Zoot Woman, 2020 Soundsystem, Lusine, a nawet Simian Mobile Disco. Ich nowa płyta "Temporary pleasure", być może dzięki udziałowi wielu, znanych wokalistów, takich jak Beth Ditto z The Gossip, czy Alexis Taylor z Hot Chip, brzmi o wiele łagodniej, niż jej poprzedniczka z 2007 roku. Zbiega się to w czasie również z powrotem na scenę wielu gwiazdek nurtu electro, których szczyt popularności przypadał na lata 2001-2003. W tym roku przypomnieli o sobie np. Tiga i Peaches. Oboje zaproponowali dużo łagodniejsze brzmienie, przybierające formę wręcz standardowej, "popowej" piosenki, co szczególnie dziwi u Peaches, znanej przecież z muzycznych ekscesów, buntowniczości, zadziorności i punkowo-elektronicznego brudu. Wydaje mi się, że w wielu muzycznych podsumowaniach roku 2009 dużo uwagi będzie się skupiać na złagodzeniu brzmienia niektórych twórców muzyki elektronicznej. Nie uważam wcale, żeby to było złe. Co więcej, nowa płyta Lusine, podoba mi się tak bardzo, że mogę ją śmiało typować do moich tegorocznych faworytów. Nowa płyta Zoot Woman również całkiem daje radę, Simian Mobile Disco także. Tu nie ma obciachu, jest ciągle bardzo wysoki poziom. Żeby nie być gołosłownym, załączam dwa obrazki muzyczne, do "Memory", nowego kawałka Zoot Woman oraz do "Two dots" Lusine. Miłego słuchania!
wtorek, 22 września 2009
The Krasnals.
W tym miesiącu pisałem mało, bo miałem mniej czasu. Powód jest jeden. Krasnale. Akcja, zainicjowana z całkiem dobrym skutkiem, mam nadzieję, która wymagała ode mnie skoncentrowania myśli, tak, żeby wszystko w odpowiednim czasie było dograne. Pierwsze efekty już można oglądać na załączonych fotach, następne niebawem. Oto, prosto z Nowej Soli, stolicy figur ogrodowych, bohaterowie moich ostatnich udręk, ale mam nadzieję, że również bohaterowie najbliższych miesięcy, wunderbar krasnalen...









sobota, 19 września 2009
Babie lato.

środa, 16 września 2009
Pani Zemsta 1944.

czwartek, 10 września 2009
The Keeper.
Dla wszystkich, na dzień dobry, w słoneczny, wrześniowy poranek - "The Keeper", zapowiedź nowej płyty Bonobo (ma się ukazać na początku 2010). God bless Ninja!
Video do pobrania tu.
Video do pobrania tu.
poniedziałek, 7 września 2009
We love music.

niedziela, 6 września 2009
Jak nazywa się miejscówka ta?*

1. N.E.R.D. Fajny koncert, dobra energia, piszczące panny, latające staniki. Dziewczęta z pewnością bawiły się wspaniale, ja momentami też.
2. MGMT Totalna porażka. Zblazowani, bez życia, jakby grali za karę. Zero kontaktu z publicznością, a do tego fatalne nagłośnienie. Jeśli ktoś nie lubi grać koncertów, lepiej niech skupi się na nagrywaniu płyt. MGMT to nie jest koncertowe zwierzę, o nie!
3. Groove Armada - To, co teraz grają Andy Cato i Tom Findlay woła o pomstę do nieba. Kończcie, Panowie i wstydu oszczędźcie! Bo wolę zachować o Was dobre wspomnienia. Nie myślcie, że ich nowa płyta będzie fajna. Zagrali z niej kilka kawałków. Będzie beznadziejna. Jeśli ktoś bardzo chce poznać smak tej porażki, to dodam jeszcze, że było to doświadczenie z tych, po których uszy bolą, jakiś nudny i miałki electro pop zagrany z towarzyszeniem gitar. Myślałem, że będzie "groove" a było, niestety, "crappy"!
To tyle, jeśli chodzi o same koncerty. Nie ma nad czym piać! Jeśli dodać do tego, że organizacja była bardzo słaba (kto wymyślił tak wąskie przejście z jednej sceny na drugą?) i fakt, że na jego terenie nie można było kupić piwa, to całość tego wydarzenia oceniam na mierny +. Na całe szczęście Warszawa ma więcej do zaoferowania, niż darmowe koncerty, sponsorowane przez duże korporacje. Po festiwalu były zatem "Zakąski, Przekąski" - jeden z moich ulubionych warszawskich lokali. Był gzik, biała kiełbasa, było kilka kolejek wódki. A potem "Pewex", gdzie darliśmy pijackie mordy śpiewając włoskie przeboje muzyki popularnej ("Felicita" Al Bano & Romina Power!). Generalnie: bardzo przyjemny weekend, choć pomarańczowo raczej blady...
* - Oficjalnym hasłem wyjazdu został cytat z Warszafskiego Deszczu : "Jak nazywa się miejscówka ta? W-W-A". Mimo wszystkich swoich wad, stwierdzam, że miejscówka to dobra, pełna pozytywnych ludzi i jakiejś takiej fajnej energii, której z miesiąca na miesiąc gromadzi tam się coraz więcej. Nie wszędzie tak jest niestety. Jak się wraca, to się czuje różnicę... (Jakie to miasto? Trójmiasto)
Acha, zapomniałbym, na koniec, od całej wycieczkowej ekipy, za pośrednictwem tego bloga przesyłam pozdrowienie dla Pana Bramy, Pana Grosika i koniecznie, dla Pana Wilgoć. Sielawa we Frąknowie była przepyszna!
piątek, 4 września 2009
It began in Africa.

środa, 2 września 2009
Subskrybuj:
Posty (Atom)