czwartek, 30 kwietnia 2009

Swine flu.

Mr. Deekeed nagrał pięknego secika. W sam raz na majowe hulanki i swawole w lesie, na łące i na plaży. Zwie się "swine flu", nawiązując tym samym do okoliczności przyrody, chorobotwórczych zjawisk i sytuacji ekonomicznej Meksyku. Pozostawiam Was z muzyką. Niech mówi sama za siebie. Poniżej link do pobrania. Cudnego odsłuchu! Ja zaś kieruję się ku krainie zwanej Bohemią, a konkretnie do Pragi. Relacja po powrocie!

http://rs49.rapidshare.com/files/228808071/deekeed_swine_flu_mix.rar

Upadła Madonna z wielkim cycem Van Klompa.

Przypomniał mi się serial "Allo, Allo" i "Upadła Madonna z Wielkim Cycem", obraz który był sprawcą wszelkich zawirowań w życiu bohaterów tegoż serialu. I chciałem sobie zobaczyć, jak takie dzieło sztuki nieistniejącej mogłoby wyglądać. Więc wygooglowałem "Upadłą Madonnę" autorstwa niejakiego Van Klompa i oto co znalazłem w przepastnym i mega pojemnym internecie.






Propozycja numer 1:



Numer 2:



I numer 3:



O "Upadłej Madonnie" piszą również w Wikipedii. Można tam także zobaczyć, jak naprawdę sławny obraz nieistniejącego Van Clompa wyglądał.

Potem pomyślałem sobie, że wiele teraz można zobaczyć lub przeczytać tego co "nie istnieje". Sporo jest książek o nieistniejących książkach, takich jak "Nocny pociąg do Lizbony" Pascala Mercier, "Złodziejka książek" Markusa Zafona czy "Jednoroczna wdowa" Johna Irvinga. Sporo niesiniejących filmów, jak "Machete", którego trailer można było zobaczyć w "Grindhouse" Tarantino. Coś jest na rzeczy. Czyżby pociągało nas to czego nie można dotknąć, zbadać, obejrzeć? Może nasz świat stał się za bardzo namacalny i tęsknimy za czymś mniej dosłownym, mniej konkretnym... za czymś, czego nie ma?



P.S: 2010 - Nieistniejące "dzieła" atakują nas coraz mocniej. "Machete" oczywiście ostatecznie powstał. To niesamowite, że popularność trailera do filmu "wyobrażonego" spowodowała, że film ten został nakręcony. Można też już kupować "realne" książki nieistniejących pisarzy, np. serialowych postaci. Doskonałym przykładem jest "Bóg nas nienawidzi" Hanka Moodego z "Californication". Co będzie dalej? Kto wie?

wtorek, 28 kwietnia 2009

Guinea Pig.

Dj Koze. Midas! Właściwie wszystko czego się dotknie zamienia się w złoto. Jego własne tracki, takie jak "Let's love" to moje ubiegłoroczne faworyty. Remixy dla innych artystów, których dokonał windują ich utwory o klasę wyżej. "Mango" Saschy Funke, czy choćby "Minimal" Matiasa Aguayo nabierają zupełnie nowego kształtu i stają się... jakby to powiedzieć, szlachetniejsze. Po doskonałym albumie "Reinterpretations", którym jestem zachwycony do teraz, przyszedł czas na nowe olśnienie. Remix dla Bena Watta - "Guinea Pig", taki sobie kawalek, Koze zamienił w mistrzostwo świata. Kto nie wierzy, niech posłucha. A ja się rozpływam...

Czy Warszawa da się lubić?

Pewna znana mi osoba, co to ma ksywę jak jeden z bohaterów serialu "Dynastia" umieściła niedawno na swoim blogu post o pięknie brzmiącej nazwie "W Warszawie jest strasznie ciekawie". Podzieliła się na nim swoją fotorelacją z wycieczki wysokopałacowej a tym samym zainspirowała mnie do stworzenia własnej fotorelacji ze zdjęć warszawskich, co to zalegają na moim twardym. I jak zacząłem te zdjęcia przeglądać to ułożyły mi się one w ciekawy set. I tak sobie pomyślałem, że ta Warszawa wcale nie jest taka zła. I jak świeci słońce a dobre fluidy wiszą w powietrzu, to można się nawet w niej zakochać, serio! Tyle, że w tej Warszawie można się też szybko odkochać niestety. Chyba właśnie dlatego ta miłość jest taka fajna, że polega na krótkotrwałych zauroczeniach. Bo z Warszawą w trwały związek to ja bym na pewno wejść nie umiał:) Więc z nią w trwały związek nie wchodzę, tylko czasami ją podglądam obiektywem, o tak właśnie:


To Dom Handlowy "Arka". Piękny, co nie?


A to dom, którego już nie ma...


Tutaj bardzo stary dom na plakacie naklejonym na bloku z wielkiej płyty.


A tu już ostatni dom. Słynny Pałac z zaprzyjaźnionego mieszkania.

poniedziałek, 27 kwietnia 2009

Graffest.

W dniach od 10 do 17 maja w Gdańsku dziać się będzie bardzo wiele i bardzo ciekawie. Po raz pierwszy na naszych ziemiach streetart i graffiti zmienią oblicze postindustrialnej przestrzeni Stoczni Gdańskiej. Zarówno Graff jam, jaki i projekt "Islandea" będą okazją do zapoznania się z twórczością tak nietuzinkowych postaci, jak Blu, Os Gemeos, Nunca, Viagrafik, czy Esher. Oprócz wrażeń wizulanych, sporo będzie też niestereotypowych wrażeń muzycznych. Każdy dzień festiwalu kończyć się będzie koncertem zaproszonych do Instytutu Wyspa muzycznych wizjonerów i eksperymentatorów. W piątek, 15 maja wystąpi Dj Food, Vex'D i Mike Slott; a w sobotę, 16 maja Bullion, Lukid, Paul White i Rekordah. Graff jam trwać będzie w godzinach popołudniowych w piątek, sobotę i niedzielę, 15-17 maja. "Islandea" zaś tworzona już od 10 maja, zostanie otwarta dla zwiedzających 16 maja, w sobotę. Ten niezwykły projekt polega na zamknięciu na jednej przestrzeni artystów z rożnych dziedzin sztuki ulicznej, począwszy od graffiti, na geometrycznych konstrukcjach i instalacjach audio kończąc. "Islandeę" i proces jej powstawania będzie można również obserwować wirtualnie w kilku trójmiejskich klubach i kawiarniach. Dla mnie jest to wydarzenie bez precedensu. Zaproszeni streetarterzy robią takie cuda, że przegapić ten festiwal to grzech karygodny. Obecność bez dwóch zdań obowiązkowa! Wszystkie szczegóły, program i bio artystów znajdziecie na stronie: www.graffest.pl

Black & White. Part 4.

Karin Dreijer Andersson. Głos zaiście zjawiskowy. Czy to śpiewa w The Knife, czy w swoim solowym projekcie Fever Ray - dech mi zapiera. Jest w nim głęboki mrok i jakieś takie niespotykane napięcie. Oprawa projektu Karin, poczynając od okładek singli i płyty, a na koncertach kończąc, również jest niezwykle smaczna. Cała płyta, zatytułowana tak jak projekt, jest czarna bardzo, przy czym mówiąc czarna mam na myśli : mroczna, duszna i niepokojąca. Muzyka, którą tutaj znajdziecie jest minimalistyczna, leniwa, snuje się i wsącza w mózgi bardzo powol. Przy pierwszym przesłuchaniu ta płyta może odrzucić, może się wydawać mało atrakcyjna, niestrawna wręcz. .Lecz im dalej w las... Może zresztą nie jest to muzyka dla każdego. Może nie każdy da radę wejść w ten dziwny świat Karin i na trochę w nim pozostać. Niezwykła to postać. Szkoda, że niedane nam będzie posłuchać jej w tym roku na żywo... Może w przyszłym? Pod spodem wklejam niesamowite klipy do muzyki Karin. Jedne z lepszych, jakie ostatnio można oglądać! Układają się w bajkę o dziwnej dziewczynce żyjącej w innej rzeczywistości, gdzieś na skraju naszego świata. Takiej dziewczynce jak Karin, która słyszy mocniej i widzi więcej...


If I Had A Heart from Fever Ray on Vimeo.


When I Grow Up from Fever Ray on Vimeo.

niedziela, 26 kwietnia 2009

Leniwa niedziela i reminiscencje z wczoraj.

Żeby leniwa niedziela była naprawdę leniwa, potrzebne jest mocne uderzenie poprzedniego wieczora i poprzedniej nocy. Takowe było. M. się bawiła na Wyspie w towarzystwie przyszłych zawodowych "higienistek" (ponoć upiła się na smutno) a ja towarzyszyłem dzielnie ziomalom z MONOHROMU i jako, że jestem w całą akcję zaangażowany, razem z ziomalami przeżyłem policyjny atak na "artystyczną prowokację". Otóż okazuje się, że policmeni z Sopotu są najbardziej czujni spośród wszystkich policmenów w całej Polsce. Bo MONOHROM był obserwowany poprzez miejski monitoring i wzbudził policmenów zaciekawienie. Jakby tego było mało, jeden z mieszkańców rzeczonego Sopotu zadzwonił do policmena ze skargą, że "ktoś coś wyświetla za pomocą rzutnika, zasilanego agregatem, który tak głośno pracuje, że spać nie można". Tak więc winnym był agregat. Na szczęście po szczerej rozmowie z policmenem i z policmenką, skończyło się na pouczeniu. Mandatu nie dostaliśmy. W nagrodę za dobrze wykonany obowiązek wypiliśmy po dwa słynne na całym Pomorzu drinki "Coco banana" w Puzonie, by ostatecznie wylądować w Klubowej i tam zatankować zapas paliwa, który starczyć miał nam na długo... Wracając jednak do niedzieli. Piękna była. Słoneczna, ciepła i wietrzna. I w taką niedziele nie wypada siedzieć w domu, nawet jeśli się nie potrafi zrobić nic więcej jak tylko leżeć. Można więc leżeć np. na plaży. Więc leżeliśmy. O tak:









Jak sobie tak człowiek leży, to jest jeszcze przyjemniej, jak sobie człowiek może coś pozytywnego pod nosem ponucić. I ja sobie nuciłem, taką oto zgrabną i przyjemną piosenkę, co ją wam wklejam pod spodem. Na koniec powiem, że w Meksyku rozprzestrzenia się świńska grypa, światu grozi pandemia, ale Polacy się tym nie przejmują. Zbliża się wszak sezon grillowy:) Już niedługo wszyscy będą smażyć karkówki i inne mięsiwa. Bo Polak grill lubi i grill na wiosnę być musi. A przy grillu można sobie też pogwizdać. Właśnie tak: